|
@listy czas przeszły 2012
|
[diagnoza. lekarstwo. hmmm]
Zadziwia mnie ta pogoda styczniowa. Pierwszy noworoczny spacer zaliczyłam w kaloszach w stokrotki, wczoraj zachwycałam się, że słońce tak pięknie świeci, a dziś... dziś wiatr huczy w kominie; lubię bardzo ale mam wrażenie, że od tego wiatru wszystko głupieje – ja, jakieś obce koty wskakujące na parapet, no i moje dziecko śpiące od 17:30 do... 9 rano następnego dnia. Brak mi zimy, śniegu i... tak, nawet brak mi poczucia, że bardzo marzną paluszki:) Pracy mam po uszy. Aktualnie wczytuję się w notatki z wykładu kontrahenta dotyczącego stref wiatrowych w Polsce, tak – zdecydowanie człowiek uczy się całe życie. I klienta mam z Norwegii. I korespondencję upartą z moskiewskim sądem. A inny szalony człowiek odkupił Białe Utrapienie na czterech kołach – ten cud francuskiej myśli motoryzacyjnej. Postanowienie na resztę życia – nigdy, nigdy więcej francuskich samochodów, dwie nauczki, dwie porażki – nawet tak oporna na wiedzę istota jak ja powinna już wyciągnąć wnioski.
Mam nowy kalendarz. Piękny!
I książkę niezwykłą czytam (tak fascynującą, że jej autor przyśnił mi się:)).
[ale poza tym... ostatnio wiele takich dni
2012-01-04 13:52:45
skomentuj (4) [wiatr] Druga kawa a powieki nadal ciężkie. I pomyśleć, że jeszcze niedawno mogłam do świtu czytać, przespać się godzinkę i rześka jak skowronek gnałam do pracy. Teraz konsekwencje zarwanej nocy przez tydzień odczuwam. Ale prezenty dostarczone przez Gwiazdora kuszą setkami stron, setkami minut wypełnionych filmową treścią... A nocą... nocą otwieram okno. Wiatr podrywa dzwonki wietrzne, ten odgłos wśród nocnej ciszy zawsze kojarzy mi się z tęsknotą, oczekiwaniem i spokojem, spokojem mimo wszystko. Koniec roku... a ja przekornie przypominam sobie inne końce roku, które niczym koniec świata były. A czasem jak świata początek, na który wystarczyło otworzyć oczy miesiącami uparcie zamknięte. Niby dzień jak każdy inny, niby nie odczuwam żadnego przymusu balowania, świętowania ale... ale poddaję się tym myślom, które nakłaniają do podsumowań, do rozliczania przeszłości, do myślenia o dobrych końcach, dobrych początkach, dobrych przejściach z bagażem lub bez. I plotę z myśli życzliwych łańcuszek - łańcuszek dla tych, za którymi tęsknię, a bez których ten rok, byłby niewiele wart...
[Vanessa Daou. Każdego roku, w końcówce grudnia, zapętlam te kilka jej płyt.
2011-12-29 14:21:31
skomentuj (2) [by zasłonić dłonią oczy] Są rzeczy, których doświadczyć można tylko raz, jedyny raz w roku. Świadomie nigdy poza tymi świętami nie piekę sernika z dziesięciu jaj. Nie włączam niektórych płyt. Nie wieszam na ścianie ceramicznego aniołka. Nie goszczę w domu choinki. Dużo tego – drobnych i trochę większych okoliczności ściśle przypisanych do tego czasu, tylko do tego i żadnego innego. Cały rok trzeba na nie czekać. Dla mnie ma to sens – powtarzalność, która nie nudzi, nie męczy, której już od kilkunastu dni niecierpliwie wypatruję. Lubię te Święta, także dlatego, że dzięki temu wszystkiemu co od lat im towarzyszy, wiem jakie będą. Bo ja jestem człowiekiem, który lubi schematy. Kiedyś, dawno temu... wciąż pamiętam ten dzień, w którym siedząc przy moim pracowym biurku przeglądałam gazetę. I te słowa, które od lat uśmiechają mnie, słowa po mistrzowsku (bo to Mistrza nad Mistrzami - Andrzeja Poniedzielskiego) urokliwe, refleksyjne, prawdziwe. Od lat Czytelnicy towarzyszący mi w blogopisaniu wiedzą, że cytowałam je już kilka razy. Ale... ale to ten wyjątkowy czas w roku, nie chcę stracić okazji ich przypomnienia...
„A Wigilia to śniegowy, miękki płatek
A Wigilia jest jak ten dziecięcy sposób
Dobrych Świąt!
[i piosenka szczególna i piękna... bo piękna jest, nieprawdaż?
2011-12-23 22:36:46
skomentuj (3) |